Przekroczyć próg - Równy dostęp osób niewidomych i słabowidzących do życia społecznego i zawodowego.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Strona główna
Czcionka:   A domyślna |A średnia |A duża | zmień kontrast |
Jesteś tutaj: Strona główna » Ciekawostki

Sprzęd AGD od niewidomych (13 lipca 2016)

Pracownicy Spółdzielni Niewidomych Nadodrze

- Można powiedzieć, że niemal w każdym gospodarstwie domowym jest coś, do produkcji czego części wyszły od nas. Może po lekturze tego tekstu ktoś - sięgając po coś do lodówki lub otwierając suszarkę - o nas pomyśli? - uśmiecha się Krzysztof Woźniak, z-ca prezesa ds. technicznych i handlu Spółdzielni Niewidomych Nadodrze, która kooperuje z największymi graczami branży agd. Co ciekawe, 70 proc. ze 180 zatrudnionych w tej firmie to osoby niepełnosprawne


Zanim zaczniesz czytać ten tekst, zamknij oczy na kilka minut i spróbuj zrobić cokolwiek. Np. przejść się po mieszkaniu, znaleźć pilota od telewizora, włączyć pranie, umyć okna. Da się? Raczej nie. Ale moi rozmówcy, wieloletni pracownicy Spółdzielni Niewidomych Nadodrze, przekonują, że jeśli się chce, można zrobić prawie wszystko.

Sauter: To duma Bytomia
Słowem wstępu trzeba odnotować, że firma powstała w 1960 roku. W pierwszym okresie swojej działalności wytwarzała wyroby w branży drzewnej (produkując szczotki i pędzle) i metalowej - robiąc siatkę ogrodzeniową, siatki do łóżek, karnisze, przedłużacze elektryczne oraz przewody paliwowe i hamulcowe do samochodów osobowych i dostawczych.
W kolejnych latach firma ulegała ciągłym przeobrażeniom, które miały sprawić, że jeszcze bardziej wyszłaby naprzeciw potrzebom klientów. Tak w latach 90. w Spółdzielni rozwinęła się produkcja elementów instalacji przenoszenia cieczy i gazów w sprzęcie AGD, m.in. w kuchenkach gazowych, lodówkach i zamrażarkach, czy w suszarkach bębnowych do ubrań.
- Wielkim osiągnięciem Spółdzielni w czasach przełomu było to, że potrafiła się dostosować do zmian. Dużo produkowano dla branży motoryzacyjnej, choćby dla naszego FSO i kiedy ten przemysł zaczął padać, udało im się przestawić na inne rodzaje działalności. Było to tym trudniejsze, że po roku 89. w Polsce padło ok. 600 zakładów pracy chronionej, a oni sobie poradzili. Dziś jestem dumny z nich i chwalę się nimi przy każdej możliwej okazji – mówi burmistrz Jacek Sauter.
Powód dumy Sautera jest producentem podzespołów do sprzętu AGD, przede wszystkim dla kuchenek gazowych, chłodziarek i suszarek. - Pracujemy dla znaczących w naszym kraju i na świecie producentów tego typu sprzętu, dla takich marek jak Bosch, Samsung, Indesit, Whirlpool czy Amica. Aktualnie jesteśmy także w trakcie rozmów z Electroluxem. Czyli praktycznie współpracujmy z całą branżą AGD w Polsce – mówi Krzysztof Woźniak, z-ca prezesa ds. technicznych i handlu Spółdzielni Niewidomych Nadodrze. - Można powiedzieć, że niemal w każdym gospodarstwie domowym jest coś, do produkcji czego części wyszły od nas. Może po lekturze tego tekstu ktoś - sięgając po coś do lodówki lub otwierając suszarkę - o nas pomyśli? - uśmiecha się wiceprezes Nadodrza.
Spółdzielnia Niewidomych Nadodrze zatrudnia dziś blisko 180 osób. Co najciekawsze, aż 70 proc. załogi stanowią pracownicy niepełnosprawni. Wśród nich ok. 30- 35 proc. to osoby niewidome lub niedowidzące. - Mimo że jesteśmy zakładem pracy chronionej, to musimy walczyć ze „zdrowymi” firmami. Konkurencyjność odbywa się na normalnych, zdrowych zasadach, z tym, że u nas na pierwszym miejscu zawsze będzie pracownik – tłumaczy K. Woźniak. 

Niewidomy samolotem nie poleci...
Spacerując z wiceprezesem po blisko dwuhektarowej powierzchni produkcyjnej zobaczyłem coś, co spowodowało, że wpadłem w zdumienie. Ci, których często na co dzień nie zauważamy, wykonywali swoją pracę z taką sprawnością, perfekcją i powtarzalnością, że trudno było mi uwierzyć, że robią to osoby niepełnosprawne. 
Mirosław Marchlewski pracuje w Nadodrzu na produkcji od ponad 40 lat. Przyjechał do Bytomia Odrzańskiego z Międzyzdrojów.  – Trafiłem tutaj z miejscowości wypoczynkowej, fajnie się wypoczywa, ale na chlebek trzeba było zarobić... – uśmiechnął się podczas przerwy w pracy M. Marchlewski. 
- Jak pan wytłumaczy ten fenomen, że niewidoma osoba może robić takie rzeczy? - zapytałem. 
- Niewidomy może zrobić praktycznie wszystko, może poza kierowaniem samochodem lub lataniem samolotem – mówi mój rozmówca. - Niektóre rzeczy idą wolniej, trzeba więcej czasu poświęcić na ich opanowanie, ale jak ktoś bardzo czegoś chce, to może się wiele nauczyć. Niewidzenie nie musi być przeszkodą nie do pokonania – opowiadał mi M. Marchlewski, który najprościej rzecz ujmując zajmuje się wyginaniem długiej, tzw. gorącej rurki do lodówek (rurka znajduje się w korpusie lodówki i zapobiega przymarzaniu drzwi stanowiąc jednocześnie element układu chłodzącego – dop. red.). - Robimy rzeczy powtarzalne. Jak wygnę jedną, to następną tak samo, więc nie ma w tym żadnej filozofii – stwierdza pan Mirosław.
- Nie ma, ale przecież pan robi to jak maszyna. No i przypomnę, że pan nie widzi... - rzuciłem do M. Marchlewskiego, który na jednej zmianie jest w stanie wygiąć kilkaset takich rurek.
- Trzeba uwierzyć, że można, bez wiary, nie da rady – uśmiechnął się pracownik, który powoli szykuje się do przejścia na emeryturę.
Podobnie jak  niedowidząca Aniela Kurczalska, w firmie nieprzerwanie zatrudniona od grudnia 1975 roku. Przyszła tu do pracy po skończeniu szkoły dla niewidomych i słabowidzących w Bydgoszczy. Jej pierwszym zajęciem była praca przy produkcji klisz. Po drodze była produkcja kabli, przedłużaczy, cewek prądowych. - A i żabki do karniszy się montowało, klamerki. My kobiety pracujące jesteśmy, żadnej pracy się nie boimy – zaznaczyła A. Kurczalska, która dziś pracuje przy montażu rurek do kuchenek gazowych. 
- Cały czas to samo, statycznie, siedząc w miejscu. Trzeba mieć do tego dużo cierpliwości – zagadałem A. Kurczalską.
- A, proszę pana, my jesteśmy tutaj niezastąpione (śmiech).
- Potwierdzam! – wtrącił K. Woźniak, który w oddali przysłuchiwał się rozmowie. 
A. Kurczalska: - Na takiej dłubanej robocie to nie każdy chce siedzieć. Ja zresztą też nie, za parę miesięcy idę za bramę, na emeryturę. A tak na poważnie, ta praca wymaga cierpliwości. Za dużo w życiu przeszłam, żeby się denerwować, dlatego spokojnie mogę sobie to robić. Trzeba się życiem cieszyć, jest pan młody, może pan starszej pani posłuchać.

Zakład - lodołamacz
- Dobrze mówi – mówi Irena Stankiewicz, zatrudniona w Nadodrzu od 1974 roku. - Jestem osobą słabowidzącą, kiedyś widziałam dużo więcej. Kiedyś też byłam piękna i młoda. Teraz zostało tylko „i” - żartuje pracownica Nadodrza z ponad 40-letnim stażem.
- Mnie do dziś się dobrze pracuje. Można powiedzieć, że jesteśmy tu jedną wielką rodziną. Znamy się, lubimy. To dzięki tej pracy kupiliśmy mieszkania. A nasz Bytom to najpiękniejsze miejsce. Tu czujemy się najlepiej – zapewnia I. Stankiewicz.
Spółdzielnia Niewidomych Nadodrze stawia sobie za priorytet traktowanie z szacunkiem każdego pracownika. Na potwierdzenie tych słów warto odnotować ważny fakt. SNN zdobyła pierwsze miejsce i statuetkę Lodołamacz 2014 w kategorii Zakład Pracy Chronionej w konkursie organizowanym przez Polską Organizację Osób Niepełnosprawnych.
„Doceniono jej ogromny wkład w organizowanie corocznych turnusów rehabilitacyjnych dla wszystkich chętnych zatrudnionych osób niepełnosprawnych, jak również zauważono prowadzoną działalność rehabilitacyjną na rzecz byłych już pracowników” - czytamy w uzasadnieniu kapituły w konkursie regionalnym. W tym samy konkursie, tyle że na szczeblu ogólnokrajowym, Nadodrze zajęło miejsce drugie. 
K. Woźniak: - Nasza działalność opiera się na tym, żeby dawać ludziom prace, ale także rehabilitować ich (przy Spółdzielni prężnie działa przychodnia rehabilitacyjna, z której korzystają wszyscy potrzebujący mieszkańcy – dop.red.) i tym samym dawać im poczucie, że są nam potrzebni. To jest dla nas najważniejsze, ale oczywiście biznes jest biznes...

 

autor: Mariusz Pojnar

źródło: Tygodnik Krąg

Linki